Zarejestruj się tutaj
znajdź
 
 
 
 
 
 
 
 
Następny
Następny
Pyszne Krówki ślubne


Postaw się a zastaw się - ale nie na angielskim weselu

Dodano: 2010-12-06

Polska gościnność
Idąc na polskie wesele, obojętnie w jakim zakątku naszego kraju, potrafimy mniej więcej przewidzieć, czego się na nim spodziewać. Mamy swoje wyobrażenie przyjęcia weselnego, którego powodzenie w dużej mierze zależy od tego, czy gospodarzom uda się trafić przez żołądek do serca swoich gości, czy też nie?!

Po ceremonii ślubnej czeka na nas sala weselna, a w niej stoły, suto zastawione – to bardzo ważne, bo przecież prawie każdy gość - w ramach swoistej ascezy,  na długie godziny przed mającym nastąpić wydarzeniem – pości! Nikt nie ma czasu na przygotowywanie posiłków, bo przecież trzeba zadbać o siebie – prysznic, fryzura, makijaż, ubranie, kwiaciarnia – trzeba odwiedzić tyle miejsc i zrobić tyle rzeczy!  Kto by się martwił o jedzenie, zresztą po co, skoro po imprezie i tak przybędzie każdego z nas przynajmniej o kg więcej!

Na angielskim stole
Z takiego założenia wyszliśmy idąc grupką przyjaciół na wesele do pary Anglików. Znaleźliśmy się na nim z uwagi na to, że męska część naszego  grona współpracowała z Panem Młodym, który w zasadzie przechodził swoją drugą, a nawet trzecią młodość, w  każdym razie bardzo chciał abyśmy przyszli i cieszyli się jego szczęściem. Byliśmy dumni i zaszczyceni, że zostaliśmy zaproszeni i będziemy mogli stać się częścią tego przedsięwzięcia, a nawet jedną z jego głównych atrakcji.

Na wesele dotarliśmy z ponad godzinnym opóźnieniem, zmęczeni poszukiwaniami hotelu, w którym miało odbywać się przyjęcie, zziębnięci i bardzo głodni! Nie byliśmy na ślubie, ponieważ uczestniczyć w nim miała tylko najbliższa rodzina. Na sali przywitał nas tłum zaciekawionych oczu i  - o zgrozo – puste stoły, nie licząc stojących na nich dekoracji oraz kieliszków należących do gości.

Okazało się, że jedyny posiłek jaki był przewidziany na tą okazję został już wydany i kropka. Na naszych twarzach rysował się smutek i rozczarowanie, zaś w głowach kołatało tylko jedno pytanie – gdzie jedzenie? Panie, szukając dobrych stron całej tej sytuacji, doszły do wniosku, że to nawet lepiej, bo przynajmniej nie ucierpi na tym sylwetka. Za to Panowie –oj, tu pojawił się problem. Wiadomo, jak „Polak głodny, to zły”. No cóż, „kto późno przychodzi, ten sam sobie szkodzi!”.

Zalewanie robaka...
Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie się podziać? Czy usiąść czy stać? Nikt do nas nie podchodził, choć każdy zauważył naszą obecność! Lekko odrętwiali i zdezorientowani podeszliśmy do Państwa Młodych, by złożyć im życzenia i wręczyć kopertę z zawartością, po czy oddaliliśmy się na bok. Byliśmy spięci i onieśmieleni, dlatego postanowiliśmy się rozluźnić, wpuściwszy uprzednio nieco alkoholu do krwi. Jakże wielkie było nasze zaskoczenie, kiedy usłyszeliśmy od barmana serwującego drinki, że musimy za nie zapłacić. Nie było wyboru – „nie płacisz, nie pijesz”, a w naszym przypadku „nie pijesz” oznaczało tyle, co „nie bawisz się”. Cóż więc był robić!?

Kiedy na salę wjechał tort weselny pojawiła się iskierka nadziei, że coś zjemy. Owszem dostaliśmy kawalątek tortu, a właściwie czegoś na kształt keksa oblanego lukrem. Wyglądał pięknie, ale smakował okropnie.

Weselny wieczór zakończył się niedługo po godz. 12.00. Próżno czekaliśmy na oczepiny. Taki zwyczaj bowiem pośród angielskiej społeczności nie istnieje. Przekonaliśmy się, że wesele w Anglii wygląda nieco inaczej niż w Polsce. Z całą pewnością Brytyjczycy podchodzą do tematu w sposób dużo bardziej ekonomiczny i rzadko, kiedy hołdują zasadzie „postaw się, a zastaw się”.

Polska refleksja o angielskim weselu
Tak czy inaczej staliśmy się bogatsi o doświadczenie. Dziś już wiemy, że angielskie śluby i wesela odbywają się w nieco inny sposób niż te, do których przywykliśmy tu w kraju. Ich oprawa jest odmienna, co nie znaczy, że gorsza. Na przyjęcia nie zaprasza się wszystkich ciotek, wujków i kuzynów ze strony mamy czy taty, tak jak zwykło się to robić w Polsce (choć należy zauważyć, że ta tendencja powoli zanika). Wesela są bardziej kameralne, goście siedzą przy okrągłych stołach,  na których znajduje się jedynie zastawa i dekoracje. Nie ma żadnej „zimnej płyty”, przeważnie serwowany jest tylko obiad i deser, no i oczywiście tort. Nie ma więc mowy o przejadaniu się. Jeśli zaś, drogi przyjacielu, planujesz, że uda Ci się wprowadzić swój umysł i ciało w stan nieważkości przy pomocy wysokoprocentowych i do tego darmowych trunków, to jesteś w błędzie. Jedynie lampka szampana, którą dostajesz, by wznieść toast za Państwa Młodych jest za free. Każdy kolejny drink kosztuje. Nie radzę się też nastawiać na całonocne biesiadowanie, bo gdy wybija 24.00 wszyscy zbierają się do domu, podczas gdy u nas w kraju zabawa rozkręca się na dobre.

Kiedy budzimy się następnego dnia i zaglądamy do portfela, okazuje się, że jakimś sposobem stał się on „szczuplejszy” o kilkadziesiąt funtów, które tym samym zostały zaoszczędzone przez  Nowożeńców.  Państwo Młodzi nie muszą się martwić o spłacenie kredytu zaciągniętego na poczet wesela, co wydaje się być naprawdę niezłym pomysłem. Myślę, że warto się zastanowić, czy nie zaszczepić go na polskim gruncie?! Już widzę miny przybyłych gości…

Autor: Joanna Milewska
Artykuł wyróżniony w konkursie "Zostań Redaktorem portalu TerazSlub.pl"

powrót


Dodaj komentarz

Imię

Wiadomość
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×